Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uczcie! Biboszów wyniesiono, śmiecie wyrzucono! Abgemacht, jak się widzi!
Pan Haraburda, zadowolony z wyprawy, kazał czeladzi wybić dno kufy z okowitą i podpić dla ochoty.
A gdy sam miał zaprószoną głowę, krzyknął, filuternie patrząc na Kubalę:
— Papieru, pióra i czernidła, imć panie Wojciechu!
Kubala uśmiechnął się i natychmiast odparł rezolutnie:
— Mamy garłacze, guldynki, proch, ale takowych rzeczy nie wozimy ze sobą, mój dostojny panie! Chyba pergamin?
— Dawaj pergamin! — wołał rycerz, wychylając szklanicę okowity i zagryzając ją suchą, wędzoną kiełbasą.
— Dostojny panie! Musiałbym wprzódy skórę zedrzeć z owych jeńców, zamkniętych w rumie. Przy tej sposobności i inkaust będzie — tylko czerwony — bo z juchy!
Głowił się rycerz, skąd ma wziąć potrzebne do pisania instrumentum, aż się domyślił. Kazał więc sobie podać kawałek żagla i węgiel z kuchni okrętowej.
Rozłożywszy płótno na stole, pochylił się nad niem, i, marszcząc brwi, kreślił słowo po słowie, każde na głos wymawiając:
— Jaśnie Oświecony Elektorze Brandenburski, wierny lenniku Rzeczypospolitej! Mając intencję życzliwą odwiedzić Was w grodzie waszym Szczecinie, przybyliśmy do zatoki onej, aby dalej podążyć, serce nasze, miłością ku Wam płonące, wioząc. Jeno impedimenta zgoła niespodziewane zatrzymały nas w drodze, jaśnie oświecony panie i dobrodzieju. Bo oto spotka-