Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ścisnął więc dłoń pani Wandy i ku stojącemu z hetmanem Koniecpolskim i wojewodą Janem Ostrorogiem panu Haraburdzie sunąć zaczął, mówiąc:
Nolumus, lecz musimy małżonkowi jego skarb zwrócić, bo, nescio, czy nas nie zetnie jak owego tedy Magnusa na Inflantach! — mówił ze szczerym śmiechem.
— Graf Magnus nie na prywatę napad uczynił, lecz na honor Rzeczypospolitej, gwałt bezkarny zadać zamierzając, a protekcją najjaśniejszego pana się osłaniając! — odpowiedziała natychmiast z również szczerym śmiechem pani Haraburdzina.
— Naszem imieniem?! — zawołał król. — Impossibile! Co za bezecność!
— Za takową oto obrazę majestatu mąż mój owego grafa zranił i na drogach rozstajnych na wierzbie powiesił — dorzuciła pani Wanda.
— To honoru naszego bronił? — spytał król.
— Majestatu twego, miłościwy panie, aby cień nań nie spadł i kalumnja od ludzi złych — rzekła poważnym głosem.
— Toć, waćpani, regalistka, jako żywo! Jesteś naszemu sercu jeszcze milsza! — wołał król.
— Najjaśniejszy pan zawsze widział przy sobie głowy i szable Sieniawskich i Haraburdów krwawą pracę na wszystkich rubieżach! — odpowiedziała pani Wanda.
— Na Boga! — wykrzyknął Zygmunt. — Mens acerrima!
Podczas gdy król tańczył z panią Haraburdziną, do rycerza podszedł hetman Koniecpolski wraz z wojewodą Ostrorogiem.