Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


piórem, przypiętem dużą agrafą diamentową, pani Wanda odziana była w kontusik ze szczerego złotogłowia stambulskiego, przepasany wzorzystą tkaniną jedwabną, a na kontusiku żupanik biały, pod szyją, na połach i rękawach kunami czarnemi obszyty, połyskujący guzami z dużych krwawników, w złoto oprawnych. Białe, o długich cholewkach trzewiki, złotemi sznurkami spinane, kryły drobne, foremne stopy pięknej pani.
— Waszmość pani przekłada strój narodowy nad szaty cudzoziemskie? — spytał król, przyglądając się tancerce.
— Nie inaczej, miłościwy panie! — zawołała. — Pamiętam bowiem, co napisał uczony imć pan Łukasz Górnicki o tej materji w „Dworzaninie“.
— Cóż napisał? — pytał król.
— Mówi tak: „My, Polacy, nie mamy swego własnego ubioru, acz podobno musiał być pierwej, ale nam omierzł, jakośmy się nowinek chwycili. Otóż chocia się ochopnie nam teraz sprosne widzą, jednak pachną oną przystojną a świętą swobodą polską, która była ze zdrowiem Rzeczypospolitej“. Tak napisał imć pan Górnicki.
— A jakże tedy my? ludica de nostra re! — zawołał Zygmunt, bystro patrząc w oczy pani Haraburdziny.
Niezmieszana i swobodna odparła z ukłonem:
— Najjaśniejszy pan jest nietylko królem polskim, lecz i szwedzkim, więc dowoli może strój dla siebie dobierać!
Zygmunt III przełknął gładko pochlebstwo, albowiem lubił, gdy go królem Szwecji nazywano.