Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pchali, sieci rzucając i bogactwa swej ziemi rozwożąc po świecie, a więc żyto, drzewo, płótno, żywicę, wosk, miód, ołów, żelazo i konopie. Nieraz żeglarzom kupczącym drogę zastępowały zbójeckie karawele, lecz z niemi Pomorzanie bitwy krwawe, a zwycięskie staczali, nowe szlaki morskie wytykając aż do Roji, Jasmundzkiego cyplu i Bornholmu.
Morze śpiewało o wojach walecznego Wyzimierza, gdy koło skalistej Fehmarny duńskie porywał orlogi o żaglach skośnych i o burtach, tarczami bitnego ludu morskiego osłoniętych.
Rozpowiadała szeleja szemrząca o pomorskich żeglarzach, aż pod mury Lubeki płynących i burzących bogaty gród, przez Niemców broniony; wzdychała o proporcach, z łopotem igrających z dmą nieposmyczną, o proporcach Świętopełka, zuchwałego wodza, co, Leszka Białego w Gąsawie zabiwszy, w potęgę urósł na lądzie i morzu.
Huczała nabiegająca, dziewiąta rolinga o łodziach bojowych knezia Kaszubów — Warcisława dumnego.
Łkały fale, pluskając bryzgami łez, płakały o długim korowodzie lat smętnych, gdy lechickie korabie nie ryły morza, — i radowały się nagle, bo przeciął to pasmo Kazimierz Jagiellończyk, potężny i mądry włodyka, który, krzyżacki zakon zwalczywszy, Polskę na morskie brzegi wywiódł ponownie, Gdańsk z rąk komtura Zygfryda wydarłszy.
Rozradowało się morze i rykiem donośnym na cały świat rozśpiewało pławby dalekie do pobrzeży brytyjskich i skwarnej ziemi dawnych Iberów, gdy czubate i rozwiane wały niosły korabie kupców gdańskich, krakowskich i biskupów gnieźnieńskich.