Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Mocni ludzie.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nego pnia modrzewiowego, obszerna była, zaopatrzona w jeden maszt o szerokim, prostokątnym żaglu, dwie pary wioseł, duży zwój sieci i kilka ości. Jednak pojedynczy człowiek, mimo że zwrotna była łódź Lisowa, nie dałby sobie z nią rady.
Wiedzieli o tym przyjaciele narymscy i wyznaczyli mu do pomocy Szymona Rodionowa i Gangę, syna Wotkuła. Obaj chłopcy z radością wsiedli do nowej łodzi i przyrzekli sobie w duchu, że uczynią wszystko, aby Lisowi połów udał się tak, jak staremu, doświadczonemu rybakowi. Na pewnej odległości od łodzi w małym czółenku płynął kulawy Garas, wyrostek samojedzki — sierota niespełna rozumu.
Z dołu rzeki nie sygnalizowano jeszcze o zbliżeniu się głównej „wonzi“, więc chłopacy wraz z Lisem badali teren łowów. Wkrótce za pomocą bosaków ściśle określili szerokość większych łach, poznali wszystkie głębokie doły — „jury“ na dnie, obejrzeli i wymierzyli większe zatoki — „sory“, a w kilku potokach, wpadających do Obi, naprędce zbudowali „jazy“, przy ich ostrym końcu zakładając zwykłe „mordy“ — podłużne kosze, z jednym wąskim otworem, przez który wchodziła ryba, lecz wyjść już z potrzasku nie mogła. Z niezwykłą szybkością splótł je kulawy Garas bezustannie roześmiany.
„Wonż“ odbywa się zwykle nie jednocześnie, lecz dla każdego gatunku ryb z osobna.
Toteż niewód Lisa zagarniał przez kilka dni liny, moksuny i nelmy, w następne zaś różne sigi: pospolitą sigę, pyżjany i szczokury (Cosegomus polkur i nasus), aż wreszcie rybacy zmuszeni byli wskakiwać do wody i staczać bitwy z olbrzymami rzecznymi — ogromnymi, ważącymi nieraz do stu kilogramów jesiotrami, sterletami, tajmieniami, należącymi do rodziny łososi i miętusami. Te ciężkie, silne ryby, wpadające do sieci, zaczynały się w niej miotać, a ciągnąc ją na głębinę, wlokły za sobą łodzie rybaków.