Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Mocni ludzie.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Gdzieżeście wygrzebali ten dokument, Pyraga?
— Data mi go żona Wotkuła — odpowiedział Samojed.
— Wotkuła?! Dlaczegóż to on przechowywał tak ważny dla nas wszystkich rozkaz cesarzowej? — dopytywał zesłaniec.
— Wotkuł jest prawnukiem naszego ostatniego księcia, Czarnego Nolgi-Ujuka — rzekł poważnym głosem Pyraga.
— No, tak czy owak — zawołał Lis — już ja wezmę teraz w obroty owego brutala — Safianowa! Gdyby nawet był węgorzem, nie wyślizgnie mi się teraz! Ho! Ho! Poigramy z sobą, panie radco! Gra to będzie nie lada!
Przysiadł się do wójta i jął go pouczać, jak należy postąpić, gdy rewizor będzie zwiedzał miasteczko i wybadywał jego mieszkańców. Długo tłumaczył, namawiał, aż Samojed odsapnąwszy głośno zmrużył jedno oko i mruknął:
— Teraz pojąłem wszystko! Hę? Chyba zrobimy koniec z Safianowem, komisarzem Rusinowem i Kriwonogowem, co?
— To się pokaże, mój przyjacielu. A teraz leć i wszystko przygotuj, aby składnie poszło, dostojnie, bez krzyków, lamentów i hałasów!...
Wójt nacisnął na głowę kosmaty „małachaj“ jeleni i szybko opuścił dom Lisów. Zesłaniec ułożył papiery w porządku i schował w zanadrzu kurty.
Wyjrzyj — no, Julianko, na dwór, czy Toll nie wyszedł już na przechadzkę? — rzekł Lis do żony wciągając na nogi ciepłe buty.
Powróciwszy po chwili pani Lisowa opowiedziała, że tłum oczekuje już przed domem Rodionowych.
— Tedy czas i na mnie! — rzekł zesłaniec i spojrzawszy na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej przeżegnał się i dodał:
— Trudno! — Gdzie siłą nie można, tam politykować radzą ludzie mądrzy.
Westchnął i dorzucił:
— Choć, prawdę rzekłszy, wolałbym po naszemu wal-