Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Mocni ludzie.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zamierzał nagromadzić największą ilość drogich futer, aby ze sprzedaży ich pozyskać znaczną sumę pieniędzy, potrzebnych mu dla ucieczki z Syberii.
Toteż przygotowania do łowów czynił z wielką oględnością, przezornością i rozwagą.
Przed wyruszeniem długo i gorąco błagał żonę, aby się nie narażała i oszczędzała swoje zdrowie; prosił też Romana i Garsę, aby mieli nad nią pieczę nieustanną i aby włos jej z głowy nie spadł; wreszcie pożegnał zatroskaną i niespokojną o męża panią Juliannę i domowników, gwizdnął na Urra i, włożywszy na sanki swoje tłumoki, okryte „kosmami“ — płachtami ze skór jesiotrowych i miętusowych, mocnych i nieprzemakalnych, uczynił znak krzyża świętego i popędził renifery.
Na przodzie jechał Wotkuł prowadząc za sobą resztę łowców.
Jechali przez cały tydzień nocując w lesie przy ognisku, przy którym warzono strawę i przyrządzano herbatę — ten niezbędny w zimie napój. W worach Samojedzi wieźli też mleko. Były to bryły białego lodu, bo tylko zamrożone mleko łowcy mogli przewozić bezpiecznie. Odbijano obuchem siekiery lub trzonkiem noża kawałki mleka i wrzucano do kociołka z herbatą, zamiast cukru sypiąc szczypię soli.
Wotkuł prowadził łowców na południe.
Przejechali więc przez rzeki Komalcis i Wydczes, po czym w chaszczach, na zamarzniętych moczarach Ulysia zapolowali na łosie, które stary Robah zapędził do głębokiej kotliny, i pojechali dalej, aż za rzekę Kaś. Wkrótce otoczyła ich tajga jenisejska.
Pomiędzy Kasiem a Sagurem Wotkuł zatrzymawszy renifery zeskoczył z sanek i rzekł:
— Tu właśnie założymy obozowisko! Dobre to miejsce! Zwierz wszelaki kryje się w gąszczu tej tajgi.
Nawykli do życia w kniei Samojedzi szybko zbudowali