Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Mocni ludzie.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


brat pani Julianny, były partyzant Truszkowski, znajdujący się na emigracji w Paryżu, pracuje w wielkim domu handlowym i często się spotyka z generałem Józefem Dwernickim, który mile wspomina dzielnego porucznika Lisa, dobrze ojczyźnie zasłużonego pod Stoczkiem, na polu Grochowskim i podczas odważnego wywiadu pod Ołtarzewem.
Pan Władysław, przeglądając listy od państwa Truszkowskich z Nowogródka, raptownie parsknął śmiechem i zawołał:
— Mój Boże! Przypomniałem sobie w tej chwili, jak to, gdym przybył po raz pierwszy w ubraniu rosyjskim do ojca twego, on, wziąwszy mnie za Moskala, wygarnął z guldynki do swego przyszłego zięcia! Cha! Cha!
Pani Julianna westchnęła cicho i odparła:
— Na szczęście, tatuś chybił. Lecz za to potem swoi pokiereszowali cię, biedaku mój, pod Sieradzem...
— Hej, hej! Nic mi się nie stało od tego pokiereszowania, oprócz dobrego, bom ciebie wtedy zdobył, Julianko moja! — zawołał ze śmiechem Lis i przygarnął do siebie żonę patrząc na nią z miłością.


ROZDZIAŁ XIII
ŁOWY ZIMOWE

Po Bożym Narodzeniu do osiedla Lisów przybył Wotkuł z towarzyszami. Przywieźli ze sobą cały sprzęt łowiecki, używany przez Sybiraków w tajdze.
Poza karabinami i oszczepami, były tu sieci grube i mocne, żelazne potrzaski, sidła wszelakie z włosia końskiego i żył jelenich.
Spokojny teraz o zdrowie żony, pan Władysław szykował się do długiej wyprawy. Teraz już wiedział, dlaczego postanowił wyruszyć na uciążliwe, częstokroć niebezpieczne nawet łowy.