Strona:Felicjan Faleński - Odgłosy z gór.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XVI.
W anioł pański.


Stałem raz światła zalany odmętem.
Pod zachód było. Przy mem łonie wzdętem,
Domowy anioł stróż mój, postać biała,
Cichą modlitwą w świetle tém topniała.
Dreszcz przelatywał po nad wod źwierciadły,
Do snu się drzewa długim cieniem kładły
Wieczorny szemrząc pacierz — a z nad smuga,
Srebrzystem okiem blada gwiazdka mruga.
I już w koło mnie świat, i po nademną,