Strona:Felicjan Faleński - Odgłosy z gór.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


U wejścia w Sejm, gdzie siwych skał stérczące węgły
W lodowéj ciszy chmurne rozważają sprawy,
Stoi, w groźny próg wstrzęgły
Oprawca dolin, słońcem zachodowem krwawy.

Bowiem o wyszczerbiony krzemień téj epoki,
W koło któréj drżąc szumią gór struchlałe rzesze
Błyskawiczne wyroki
Gromowładną prawicą Bóg rozgłośnie krzesze.

Więc téż lodozwał i trzaskiem z procy wichrów pchnięty
Więc skał zręby miotane gradów grzmiących warstwą,
Więc potopów odmęty,
Dziwnie tu wspólne zewsząd wiodą gospodarstwo

Więc téż, jak zajrzysz — cisza. Pod wyrocznem żniwem,
Próżno las wygrażając sęki bluźnierczemi,
W udręczeniu straszliwem,
W twardych granitach szukał serca matki ziemi