Strona:F. Mirandola - Sztuka a lud.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dniało na horyzoncie, setki tysięcy okrętów po rzece się snuło. W Egipcie panował system niewolnictwa, kraj żyzny mógł wyżywić mnóstwo sił zbędnych dla uprawy roli, oraz kasty próżniacze, które wolne od walki o byt mogły wywarzać sztukę i naukę. Miliony niewolników, różnych ras i kolorów skóry, zabranych w łupie wojennym z wszystkich krańców świata, pracowało w pocie czoła pod kijami straszliwych nadzorców, siepaczy okrutnej kasty kapłańskiej, która rządząc Egiptem trzęsła niemal całym, znanym wówczas światem. I ci potężni władcy wytworzyli swą sztukę. Jest ona jak oni potężna. Nad brzegiem Nilu wznoszą się olbrzymie, kilkuset metrowej wysokości, góry sztuczne, zwane piramidami. Są to pomniki zmarłych egipskich królów.
Gdy pracowity niewolnik rolny, prostą sochą orał ziemię, gdy do spichrzy państwowych płynęło obficie ziarno, a dobrobyt klas posiadających, w tym wypadku kapłanów, wzrastał, setki tysięcy niewolników dźwigało na plecach potężne głazy, lub wyciągało je prymitywnemi narzędziami w górę, by utworzyć ogromną piramidę, owo największe dzieło egipskiej architektury, co nosi do dziś na sobie piętno ucisku i niewoli, które wówczas panowały. Cóż znaczyło władzom ówczesnym życie niewolnika, tyle może, co dziś generałowi życie żołnierza. Padali też tysiącami, stwarzając rzeczy piękne dla swych władców. I piramida podziś dzień świadczy, że sztuka mierzoną być musi miarą dobrobytu danego czasu i kraju,