Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ry nie odstępował go ani na krok i biegał za nim z głośnem rechotaniem.
Kuracja szła pomyślnie. Burney zdjął małpie sztywny opatrunek i nałożył inny, miękki, z szerokich, gumowych bandaży. Dwa razy dziennie robił masaż gojącej się nogi, a Magda krzywiła się, piszczała i stękała, lecz nie broniła się. Chwilami tylko, gdy silniejszy nacisk na kość sprawiał jej nieznośny ból, ręką przytrzymywała dłoń Amerykanina.
Gdy zaś, skończywszy zabiegi, pozostawiał ją w spokoju, brała go za rękę i, wyciągnąwszy wargi, dotykała niemi dłoni swego lekarza.
— Magda całuje pana po rękach! — zawołał zdumiony Jurek, zobaczywszy to po raz pierwszy.
Burney wzruszył ramionami i odpowiedział:
— Nie wiem, co to ma oznaczać, lecz w każdym razie Magda w ten sposób wyraża mi swoją wdzięczność! Jest to bardzo wzruszający objaw inteligencji i szlachetności zwierzęcia!
Pod koniec trzeciego tygodnia, Amerykanin zwolnił szympansicę od wszystkich bandaży i wyszedł z altany, pozostawiwszy pacjentkę samą.