Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


seł, dość szybko sunęła naprzód.
Zagadkowe bębnienie wyjaśniło się dopiero w godzinę później.
Podróżnicy zbliżali się do piaszczystego przylądka, gdzie zamierzali przybić dla wypoczynku, bo skwar zaczął dokuczać im dotkliwie.
Wysiedli z łodzi i ukryli się w cieniu drzew.
Jurek napił się zimnej wody z termosu, a Herkules gryzł orzechy ziemne, z któremi nie rozstawał się nigdy.
Bębnienie umilkło na chwilę, lecz wkrótce rozległo się już znacznie bliżej i znowu się urwało.
Zapanowała cisza, lecz niebawem spłoszyło ją nowe, jeszcze głośniejsze bębnienie, a wnet po niem żałosne skomlenie i nieśmiały pomruk.
Jurek uważnie rozglądał się dokoła, lecz nic nie dostrzegł.
Usiadłszy na piasku, drzemał.
Otworzył oczy, poczuwszy, że ktoś dotknął jego ramienia.
W tej samej chwili posłyszał szept Herkulesa:
— Mussu... patrzeć tam... tam... dżungla... suchy baobab!...
Chłopak spojrzał we wskazanym kierunku i spostrzegł wiszącą na gałęzi dużą, czarną małpę z prawie białą twarzą.