Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tymczasem małpy spuściły się na niższe gałęzie, szczekając i jazgocząc z coraz większą wściekłością.
— Coby to mogło być? — dziwił się pan Waniewski, oglądając się na wszystkie strony.
Przyglądający się małpom Herkules nagle uderzył się w czoło i zawołał:
— „Mussu“ wielki i mały „mussu“ patrzeć... tam! tam!
Jurek spojrzał w kierunku ręki murzyna i zobaczył dużego sępa o gołej szyi i ogromnych, czarnych skrzydłach.
Widocznie zerwał się z wysokiego drzewa, bo leciał ukośnie, kierując się ku ziemi.
O jakie sto kroków od auta zatrzepotał potężnemi skrzydłami i wyciągnął długie nogi o zakrzywionych szponach.
Małpy szalały coraz bardziej, miotając się wśród gałęzi i robiąc straszliwy rwetes.
— Mały „uruhu“ padać drzewo... Sęp widzieć, lecieć i schwytać... — wołał murzyn, przedzierając się już przez zarośla.
— Herkules myśli, że jakieś małpiątko stoczyło się z gałęzi, a drapieżny ptak zamierza porwać zdobycz... Widzisz, już zwija pióra! Za chwilę runie na ziemię!
Ledwie przebrzmiały te słowa pana Waniewskiego, gdy z krzaków wyskoczyła drob-