Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Płynie tam ławica ryb, nie wiem jakich, być może sardynek, makreli lub tuńców — odpowiedział majtek. — Gdy zaczniemy rybom przecinać drogę, zobaczysz rzeczy niezmiernie ciekawe! Będzie nielada zabawa!
Marynarz, widać, dobrze znał morze.
Istotnie Jurek ujrzał wkrótce płynące dokoła statku ryby.
Były to zielono-lazurowe o czerwonych centkach makrele. Płynęły zwartą gromadą, bok przy boku. Płynące głębiej, wypychały te, które znajdowały się wyżej. Wszędzie widniały co chwila wynurzające się grzbiety i koralowe płetwy ryb.
Duże, szare mewy z drapieżnemi krzykami rzucały się na nie, porywały i odlatywały, ścigane przez chciwe towarzyszki.
Z wody, w znacznem od okrętu oddaleniu, wyskakiwały inne ryby — duże, wrzecionowate, o ciemnych grzbietach i białych brzuchach. Goniły płynące stada makreli i napadały na nie z wściekłością drapieżników.
Biedne, bezbronne ryby, miotały się, wyskakiwały wysoko ponad wodę i z pluskiem wpadały zpowrotem, lecz nie mogły się ukryć w głębinie oceanu, bo trafiały na zbite, ogromne, stłoczone stado, z miljonów ryb złożone.
Inni wrogowie dołączyli się wkrótce.