Strona:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zrozumiał Borys, że przegrał kampanję, więc zaczął ratować sytuację.
— Pani mi wybaczy, panno Manon, moje uniesienie? Napadają mnie takie chwile rozpaczy, głuchej beznadziei... — mówił wyciągając dłoń do dziewczyny.
— Naturalnie — odparła swobodnie. — Bardzo żałuję pana, ale mam nadzieję, że wszystko minie pomyślnie bez śladu. Teraz powracajmy, bo, z pewnością, rodzice marzą już o powrocie do domu.
Gdy przechodzili przez taras, ujrzeli Joego i Roya Wilsona. Młodzi ludzie spostrzegli powracającą parę i w milczeniu przyglądali się jej.
O! — mruknął Anglik, pogardliwie wznosząc ramiona i mocno zaciskając wargi.
Devil! — wyrwał się Royowi energiczny okrzyk.
Spojrzeli na siebie uważnie.
— Białe lilje nieraz niespodziewanie szybko tracą właściwy sobie aromat, my dear! — zauważył Joe ze zgrzytliwym, szyderczym śmiechem.
Devil! — powtórzył Amerykanin i z wściekłością tupnął nogą.
Well? — spytał Joe, wciskając sobie do oka monokl. — Co się stało?
— Nic! — odparł Roy. — Nie powinno mnie to obchodzić, a jednak czuję wielką przykrość...
Młody dyplomata wciąż patrzał pytająco.
— No, taką naprzykład, jak gdybym ujrzał bardzo urocze dziecko, które dopuszcza się ohydnej zbrodni, albo...
— Albo? — powtórzył Joe.
— Albo... piękny obraz, który bezczelny malarz zamazuje pospolitą farbą olejną... — szepnął.
Yes! — syknął Anglik i poklepał przyjaciela po ramieniu.
Devil! — z wybuchem zakończył rozmowę Roy Wilson i okrył się obłokiem dymu, pyknąwszy fajką całą siłą płuc.
Na sali Manon ujrzała Hansa von Essen, siedzącego przy panu de Chevalier. Rozmawiali z ożywieniem.
Dziewczyna przypomniała sobie przyjaźń i zaufanie, które odczuwała dla silnego i szczerego chłopaka. Jednak