Strona:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Panno Manon! — zawołał Rosjanin, przykładając rękę do piersi. — Dowiedziałem się, że zaraz będzie tango. Bardzo proszę panią o ten taniec, jeżeli moi przyjaciele nie wyprzedzili mnie.
Mówiąc to, obrzucił szyderczem spojrzeniem młodych ludzi, z których żaden nie nadawał się na partnera do tak namiętnego i jednocześnie pełnego wyrazu tańca.
Muzyka zagrała łkający, namiętny motyw argentyńskiego tanga, pełen szalonego błagania i żądzy.
Na salę wyszło zaledwie pięć par najlepszych, pewnych siebie tancerzy.
Jednak od pierwszego momentu oczy publiczności zatrzymały się na Rosjaninie i jego damie.
Manon tańczyła z zimną obojętnością, trochę zmieszana ogólną uwagą, skierowaną na nich. Jednak wkrótce krew zaczęła szybciej krążyć w żyłach pięknej dziewczyny. Podbudzało ją zainteresowanie widzów, płonące oczy mężczyzn, pełne zachwytu szepty, głośne wykrzykniki, gorąca muzyka, a przedewszystkiem wspaniały tancerz, jakim był Borys Suzdalskij.
Zdawało się, że młodzieniec w ekstazie i zachwycie pogrążył się w dźwiękach, bezwiednie odpowiadając im ruchami gibkiego, zdrowego ciała, porwanego tajemniczem znaczeniem tańca.
Wstrzymując rytm na krótką chwilę, gdy orkiestra nagle milkła, patrzył wyraziście i groźnie prosto w oczy tancerce, a później zaczyniał się skradać, wyginając wspaniałą, cienką postać. Zdawało się, że pada na kolana, a ruch ten pełen był milczącego zmagania się, walki, rozpalonej żarem pożądania. Prężył się cały, przyciskając gwałtownie tancerkę do szerokiej piersi, dumny, drapieżny, pewien zwycięstwa i gotowy do obrony swojej zdobyczy.
Borys słynął, jako mistrz tańca, i na balach petersburskich uważany był za najlepszego tancerza.
Pochylając się ku Manon, nieznacznie muskał jej policzek miękkim wąsem i szeptał:
— Tango... Tango!... Nikt nie rozumie tego tańca... Jest to symfonja miłości wszechpotężnej, gdy sama noc opiekuje się kochankami, narzucając czarną płachtę bezdennego mroku, lub pieszcząc ich