Strona:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ukończyłam szkołę sanitarjuszek i jestem od bitwy pod Belfort na pozycjach.
Volkmann, pochodzący z dobrej rodziny bawarskiej, słuchał uważnie, a gdy skończyła, rzekł:
— Bardzo szlachetnie pani postąpiła!
Rozmowie tej przysłuchiwał się Hans von Essen, z podziwem przyglądając się bojowym towarzyszom.
Byli pijani, podbudzeni zwycięskim marszem do Paryża, ucieszeni z krótkiego, lecz zupełnego wypoczynku i niespodziewanej uczty. Widział, jak wybuchnęła w ich duszach, oderwanych od kłopotów codziennego życia, dzika żądza niszczenia, która kazała im rwać książki na strzępy i ciskać je do ognia. Nie wątpił, że widok kobiet podnieci tych głodnych, zdrowych mężczyzn jeszcze bardziej, lecz stał się cud, tak niezrozumiały, jak niepojętym jest wpływ kobiety — ujemny lub dodatni.
Spokojne, choć nieufne i wyniosłe, pełne rezygnacji kobiety francuskie zmusiły żądze i dzikie porywy do ukrycia się w przepaścistych głębiach duszy, i na chwilę przeniosły oficerów w sferę normalnego życia, kulturalnych obyczajów, niemal przyjaźni.
Patrząc jednak uważnie, Hans von Essen spostrzegł w oczach spokojnie i bez przymusu rozmawiających sanitarjuszek francuskich jakieś silne, mroczne postanowienie, głęboko ukrytą obawę i ostre, lecz nie obezwładniające oczekiwanie nieznanych, nieprzewidzianych, a strasznych wypadków.
Podniósł się i wziął ze stołu leżący przed pułkownikiem album obrazów z okresu wielkiej rewolucji.
Usiadł znowu i, rozmawiając ze swoją sąsiadką, przerzucał piękne reprodukcje. Nagle zatrzymał się i zaczął się przyglądać obrazowi, przedstawiającemu salę więzienną, zatłoczoną urzędnikami rewolucyjnego konwentu, wyniosłymi arystokratami epoki króla Ludwika, powiewnemi postaciami strojnych kobiet, zdruzgotanych trwogą i klęską, gromadkami tulących się do matek drobnych dzieci w lokach i koronkach, obdartych, groźnych sankiulotów z karabinami w rękach. Przez zakratowane okno w głębi sali majaczyła straszliwa gilotyna, ze stojącym przy niej półnagim katem.