Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Ostatni z żołnierzy zdążył jednak dosięgnąć chłopca.
Ciężka kolba spadła mu na ramię, wytrąciła z ręki połyskujący przedmiot.
Ksiądz zobaczył, że był to ostry odłamek kosy, umocowany pomiędzy dwoma kawałkami drewna, związanemi grubym drutem.
Walek z jakimś skowytem upadł, a bolszewik wzniósł karabin i, przechyliwszy się wtył, chciał wymierzyć cios.
Walek w jednej chwili przypadł do nóg żołnierza i szarpnął do siebie. Bolszewik z rykiem upadł nawznak, a chłopak jak żbik wczepił mu się w gardło jedną ręką, drugą wyciągając ku odłamkowi kosy. Strzaskane ramię odmawiało posłuszeństwa. Żołnierz szamotał się z chłopakiem.
Nagle Walek jednym susem odskoczył od Moskala, porwał za swoją broń i, gdy żołdak, klnąc, usiłował wstać, całym ciężarem swego ciała padł na niego, pogrążając w jego boku ostrze.
Pastuszek jeszcze przez kilka chwil rzucał się około leżącego, nareszcie wstał i chichotać zaczął, wyciągając zdrową rękę naprzód i rachując leżące trupy:
— Jeden... dwa... dziewięć! — zawołał i znowu zachichotał cicho i złowrogo.