Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KAPRAL ZOSIA.
I.

— Proszę, mateńko, oprzeć się o mnie! — mówił słodkim głosikiem niebieskooki Janek Bogusiński, wyskakując z tramwaju w Hanowerze i podając matce rękę, jak dorosły mężczyzna, który powinien opiekować się kobietą.
Ordynarni Niemcy i opasłe Niemki z uśmiechem żartobliwym, lecz zarazem z odcieniem podziwu patrzyli na rycerskiego chłopca o jasnych włoskach i zaróżowionej buzi.
Chłopiec jednak nie zwracał na niemieckie miny żadnej uwagi. Miał dzisiaj moc kłopotów. Spieszył się do gimnazjum, gdzie go oczekiwał pojedynek. Prawda, że nie na ubitej ziemi, lecz przy czarnej tablicy klasowej.
Niedawno wstąpił do gimnazjum, a trudno z tem szło, bo niemieckiego języka prawie wcale nie znał, więc przyjęto go warunkowo, jeżeli będzie celował w innych naukach.
Janek dużo podróżował z rodzicami, dużo wi-