Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i drugim — z gorącą herbatą. Chłopak jadł, aż tłuszcz mu ściekał z brody a nawet z łokci, pił herbatę i zagryzał prażonem prosem.
Długo objaśniał Władek nowemu przyjacielowi, że jest „cyganem“, że chce jechać do Kobdo, że boi się „ułanów“, bo są to źli ludzie, bardzo źli!
Chłopak, wymawiając słowo „ułan“, krzywił się tak, jakgdyby łykał ocet, a z nim razem krzywił się książę i cała sojocka hałastra, przyglądając się uczcie, jeńcowi, swemu władcy i wiszącemu na jego piersi medalowi, który książę pieścił zatłuszczonemi palcami.
Nareszcie zrozumiano Władka. Dano mu dobrego wierzchowca i Sojota, który miał przeprowadzić go przez górski grzbiet i wskazać drogę do Kobdo...
...Piszący to opowiadanie o panu Janie Starościaku ze Lwowa, spotkał go już w Uliasutaj, gdzie przeżył z nim razem i innymi Polakami długie tygodnie, doświadczył ciężkich i niebezpiecznych przygód i wielkiej radości powrotu do wolnej ojczyzny.
Teraz Władek Waleczny osiedlił się w rodzinnym Lwowie.
Co robi?
Jest monterem, mechanikiem, elektrotechnikiem,