Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ków — ciągnął dalej Władek. — Prosił mnie, abym wam w tem dopomógł, bo, jako wojenny człowiek, znam się na tych rzeczach.
— Jutro zbierzemy wszystkich sąsiadów i naradzimy się ostatecznie — rzekł stary chłop, podnosząc się. — Jakżeż się to przekradł przez posterunki strażnicze?
Władek Waleczny opowiedział o swoich przygodach, a zakończył opowieść słowami:
— Ja już zacząłem prać bolszewików, bo komisarza na stepie rozciągnąłem!
Jeden z chłopów natychmiast wyszedł i, wskoczywszy na konia, pojechał sprawdzić opowiadanie przybysza.
Gdy powrócił, oznajmił:
— Jako żywo! Leży czarci syn, kulami ubity. Chwat z tego młodzika! Takiemu możemy zaufać.
Nazajutrz od rana sierżant rozpoczął formowanie partyzanckiego oddziału. Zewsząd szli i jechali do niego chłopi, osadnicy, kupcy, kozacy, ukrywający się po lasach i w górach a nawet tubylcy — Sojoci, prowadząc z sobą konie, zwożąc żywność, broń i ładunki.
Przez całą zimę Władek Waleczny nie wpuszczał bolszewickich oddziałów, ścigał podjazdy czerwonych kawalerzystów i bandy komunistycznych par-