Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

gdzie nieznaną osobę porwano i stawiono przed komisarzami.
— Jestem dawnym jeńcem austrjackim, — oznajmił łamaną mową rosyjską, — lecz teraz jestem wolnym obywatelem, gdyż wojny niema. Jestem mechanikiem, monterem. Pracowałem w Kurhanie, lecz teraz tam nawet kartoflami najeść się nie można, więc przybyłem tu, gdyż, podobno, jest to kraj urodzajny i gościnny.
— Kto nic pracuje, ten nie je! — zauważył, uśmiechając się, jeden z bolszewików.
— Abgemacht! — odparł Władek. — Jestem gotów pracować.
Komisarze naznaczyli go szefem warsztatów, gdzie naprawiano separatory i inne maszyny mleczarskie.
Władek pracował, jadł, rozglądał się i kombinował.
Dowiedział się, że niedaleko od miasta przechodzi granica Urianchajska, za którą rozciąga się prawie niezależny kraj, a dalej, o jakie 500 kilometrów Mongolja, prowincja chińska.
— Półtysiąca kilometrów to — bagatelka! — zadecydował zuchowaty sierżant. — Mniejszy to dystans, niż od Lwowa do Minusinska!
Chociaż nie miał Władek mapy i nigdy nic przed-