Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Teraz już ja dla nich niedobry, gdy przyjechał ten wyjadacz Kurkowski! A gdy trzeba było skakać do oczu dyrekcji i z rosyjską policją się mitrężyć — to byłem dobry?
Syn uśmiechnął się i zauważył:
— Kurkowski — szczekacz! Nic nie czytał oprócz głupich broszurek niemieckiej fabrykacji. Długo się nie utrzyma, zasypie się!
— Ja też nie dużo czytałem — burknął ojciec.
— No, tak — zgodził się chłopak. — Ale ojciec — szczery socjał, śmiały i uczciwy, a Kurkowski karjerę robi... gębą. A gdy do czego przyjdzie, da nura! Widziałem ja takich krzykaczy!
Sosnowski zamyślił się, i po chwili rzekł do syna:
— Posiedzenie w sobotę, Władku. Pójdziemy razem, a ty nawymyślaj tam im o tego Kurkowskiego! Dobrze?
Chłopak zaciął się i przybladł, jakgdyby miał coś do powiedzenia, lecz milczał.
Po wieczerzy Sosnowski zauważył, że żona ma zapłakane oczy, a usta jej kurczowo drgają.
— Co ci jest, matko? — zapytał mąż.
Milczała, więc stary, zajęty swemi myślami, więcej nie pytał.
Rodzina zaczęła się już przygotowywać do spo-