Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Słyszały te słowa gorące lasy Darchat-Uła, święty Bogdo-Uł, szara, beznadziejna pustynia Naron-Kchuchu-Gobi, Anadyr, północny łuk Żółtej rzeki — kolebki Chin, i tajemniczy Karakorum...
Kto zbierze te kości polskie?