Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



SOCJAŁ.
I.

Robotnik z wielkiej fabryki metalurgicznej w Warszawie, Walenty Sosnowski, powrócił znużony do domu.
Był zły i trochę podpity.
Właściwie podpił też ze złości, gdyż dowiedział się, że towarzysze wybierają do fabrycznego socjalistycznego komitetu innego prezesa, na niego zaś nie chcą głosować.
W domu czekano na Sosnowskiego z kolacją.
Syn-jedynak był tu również, już wymyty i przebrany.
Ojciec był dumny z Władka. Na zebraniach robotniczych chłopak już wygłaszał mowy, a o Marksie i Beblu prawił tak, jakby ich znał osobiście. Syn dużo czytał, i czytanie nie szło na marne.
Władek odrazu zauważył, podobnie jak i pani Sosnowska, że ojciec był zły i „zawiany“.
Przy kolacji stary robociarz opowiedział strapiony o zawodzie, który go spotkał, i tak zakończył: