Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miał siły na umycie się i przebranie, poczem padał na łóżko i zasypiał. Z Muchną prowadził krótkie i wesołe pogadanki, — „pogadudki“ jak się wyrażał, umyślnie unikając poważnych rozmów, oszczędzając serce matki. Z uśmiechem opowiadał, że dostał za swoją muzykę przezwisko „Loluś-Grajek“.
Tak było też 13 sierpnia. Późno w nocy dowódca bataljonu, porucznik Matarewicz, zatelefonował do Muchny i oznajmił wzruszonym głosem, że przyszedł rozkaz do pułku, aby wystąpić na pozycję ku Rembertowu, że on w tej chwili zbiera żołnierzy i że Loluś musi natychmiast stawić się do koszar.
W parę godzin później pułk, który dostał kolejny nr. 236, maszerował już za rogatki Warszawy, a Muchna wyruszyła nazajutrz w ślad za nim wraz z ambulansem i wozami z amunicją.
Nikt wtedy nie wiedział dokładnie, iż bolszewickie bandy przerwały gdzieś front i nieoczekiwanie doszły o 8 kilometrów od Warszawy do wsi Ossów. Tam właśnie skierowano pułk nagłym rozkazem bojowym.
Około czwartej rano z 13-go na 14 sierpnia pułk przysunął się na skraj Ossowa. Przed sobą miał drogę, a dalej moczary, na których przeciwległym brzegu już czaił się Moskal.
Na odgłos trąbki pułkowej wpadli ochotnicy do