Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wszyscy w milczeniu patrzyli na niezwykłe zjawisko i na to pacholę, natchnione i piękne, lecz Loluś nie zauważył tego. Myśl jego odbiegła daleko, tam, gdzie się rozstrzygały losy Polski, gdzie na wielkim ołtarzu ofiarnym lała się krew kobiet i dzieci w imię wymarzonej od dziadów-pradziadów wolnej, przez męczeństwo rozpromienionej Polski. Loluś już nie słyszał modlitwy i słów kapłana, gdyż dochodził go głos Tego, który kieruje losami świata.
Matka, głowę wtuliwszy w ramiona, cała się pochyliła do zimnej, kamiennej posadzki i zatopiła się w krótkiej namiętnej modlitwie:
— Matko Syna, za nas ukrzyżowanego! Uczyń cud, jeśli będzie wola Twoja! Uczyń cud!...
Matka Lolusia wierzyła już tylko w cud i o cud tylko błagała niebiosa...
Nazajutrz wieczorem, pożegnawszy babcię, ciocię Jadwinię i kuzynkę Janulkę, Loluś z Muchną wyjechali do Warszawy.

III.

Upłynęło sporo czasu. Życie szło nowym, ale już ustalonym trybem. Loluś całe dnie spędzał na ćwiczeniach lub w koszarach, na noc zaś po dawnemu wracał do domu zziajany i zmęczony. Zaledwie