Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oficera. — Ściągaj bluzę, na tamtym święcie i bez niej ciepło ci będzie!
Byli już na podwórzu. Oficer zdjął bluzę, wyjął z kieszeni książeczkę i z pośpiechem zaczął coś w niej pisać.
— Co robisz? — spytano go.
— Piszę adres kolegi. Może trafi to do niego, pozna pismo, więc będzie wiedział, że zginąłem — odpowiedział.
Słabo mu było, bo krew uchodziła z niego. Przykląkł, aby oprzeć książeczkę na kolanie.
Rozległy się trzy wystrzały. Jeden z nich zerwał jeńcowi wierzch głowy. Oficer podniósł się jeszcze, wyprostował się, postąpił cztery kroki i runął na ziemię.
Bolszewicy zaczęli rąbać go szablami, aż z zamordowanego pozostała tylko jakaś krwawa, bezkształtna miazga.
Jeden z bolszewików porwał książeczkę zabitego i ze wściekłością zaczął ciąć ją szablą na kawałki.
Drugi jeniec stał i patrzał.
Przybladł trochę, ale w oczach miał tyle nieubłaganej nienawiści i pogardy, że ten wzrok jego uczuli bolszewicy i odrazu zwrócili się do niego.
— Jeszcze żyjesz? — krzyknęli mimowoli.
— Żyję — odmruknął — ale i martwy wilkoła-