Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzieciaki, powinniśmy wszyscy zginąć, aby naród zrozumiał, jaka jest miłość do kraju i siła w Polakach, i aby na tem budował potęgę państwa. Krew nasza powinna krzyczeć, wołać, palić się ognistemi zgłoskami: „Wytężcie siły i stwórzcie wielką, wspaniałą Polskę“! Gdybym powrócił do domu cały po wojnie, czułbym, że tylko połowę zadania spełniłem!
Szwoleżer-kolega, student wyższego kursu uniwersytetu, milczał.
Zamyślił się głęboko. W duszy zgadzał się ze słowami chłopca, ale żal mu go było prawie do łez.
— I na innem polu możesz później służyć ojczyźnie — odezwał się nareszcie.
— Tak, niezawodnie, lecz inaczej! Nie krwią i życiem — służyć każdy potrafi, bo to poczęści i na swoją korzyść się robi, — odparł Stefan, zabierając się do pisania.
Zdążył skreślić kilka słów, gdy nadbiegł dowódca szwadronu, podporucznik Antoni Krzyżanowski, i krzyknął:
— Na koń!
Lambach rzucił na ziemię niedopisaną pocztówkę i dosiadł konia.
W parę minut później szwadron posuwał się drogą, oddalając się od Płońska. Żołnierze nie wiedzieli,