Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z ust doktorowej, gdyż stanął przed nią, jak żywy, wysmukły młodzieniec o twarzy, oświetlonej nadzwyczajną moralną czystością, o śmiałych oczach, o pełnych siły i woli ustach; przypomniał się jej jednocześnie półciemny pokój i denerwujący szmer stolika, wybijającego litery i słowa przepowiedni o niewiadomym wtedy Tadeuszu.
— Czyżby? — zadawała sobie doktorowa niespokojne pytania. — Czyżby to ten Tadeusz?
Troska i niepokój zagnieździły się w sercu doktorowej oraz grona znajomych i przyjaciół państwa Oprychów, gdyż wszyscy znali i bardzo lubili Tadzia, jedynaka, chlubę i nadzieję całej rodziny.
A tymczasem Tadeusz Oprych, o którego troskało się tyle serc, przez cztery miesiące walczył mężnie w obronie Lwowa, codziennie narażając się ze swoją szaloną drużyną na niechybną śmierć. Kopce mogilne pokryły już wielu ochotników, wielu zginęło bez śladu i wieści, lecz kule i odłamki granatów oszczędzały Tadeusza. Przyzwyczaił się do bitew, nie „kłaniał się“ przelatującym i przeciągle pogwizdująm kulom, ani huczącym i wyjącym pociskom.
Nareszcie powrócił do domu i gimnazjum, gdyż niepełnoletnich zwolniono z wojska. Zaczął się uczyć, ale w głowie młodego bohatera żyły jeszcze