Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z jednym plutonem wpadniesz wprost do miasta i narobisz piekła!
— Rozkaz! — powtórzył oficer.
— Uprzedzam, że gorąco tam panu będzie, bo te boje uliczne, to najgorsza rzecz! Wywiad donosi, że 25 kulomiotów jest przygotowanych na nasze spotkanie przez bolszewików. Liczę dużo na spryt pański, podporuczniku. To wszystko...
— Rozkaz! Mogę odejść, panie generale?
— Może pan odejść!
— Cześć!
— Cześć!
Strzelecki pomknął przez kałuże i chlapiące pod nogami błoto wprost do plutonu. Zebrał wiarę, opowiedział o powierzonem im zadaniu i zaczął pouczać, jak się mają zachowywać podczas bojów ulicznych. Kazał zabrać jak najwięcej granatów ręcznych, i poszedł się umówić z oficerami kompanij, które miały okrążyć Mławę i wspólnie działać.
Pierwszy brzask z trudem przedzierać się zaczął przez pogmatwane, skłębione chmury, z których lały się potoki deszczu, gdy pluton Strzeleckiego wyruszył w stronę miasta.
— Cicho, chłopcy! — mówił oficer. — A nie strzelać bez komendy!