Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/153

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Nagle przypadł do wieśniaka oficer bolszewicki i w pierś szeroką wypalił z rewolweru. Grzesiak zachwiał się, schwycił za pierś i upadł.
    Jeszcze widział przez chwilę jasne, pogodne niebo i słońce, a później wszystko to gdzieś przepadło.

    IV.

    Gdy się obudził, zrozumiał, że jest na wozie i jedzie.
    Jęknął. Natychmiast schyliła się nad nim twarz kobieca w białym czepku z czerwonym krzyżykiem na czole.
    — Gdzie jestem? — spytał.
    — Byliście ranni w bitwie. Teraz wiozę was do szpitala. Nie rozmawiajcie jednak, bo to szkodzi! — mówiła siostra miłosierdzia, poprawiając mu poduszkę.
    — Upadłem wtedy... — szepnął.
    — Wynieśli was syn wasz z kapralem do naszej czołówki — odpowiedziała siostra.
    — Gdzie Piotrek? — pytał dalej.
    — Do wojska wstąpił! — odpowiedziała. — Prosił, abym wam powiedziała, że chce zemścić się za waszą krew.
    W tej chwili podbiegł ktoś do wozu i zawołał: