Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chłop-bolszewik, który dopadł go z tyłu i ciął siekierą w głowę, krzyknął ochrypłym głosem:
— Czysta robota! — Aż mózg mu wyskoczył... Bijcie ich, towarzysze, na sieczkę. Dość nam tych burżujów-Lachów!...
Długo trwała krwawa orgja znęcania się nad trupami poległych. Lecz dusze ich odeszły daleko i nic ich dosięgnąć nie mogło w krainie, gdzie wszyscy są równi w obliczu kary i nagrody: szlachcic polski, oficer Bohdan Węcławowicz i Białorusin-wieśniak i ordynans-Andruszka, złączeni na zawsze krwią i wiernością bojową.