Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Czy pamiętasz, „Superbus“ — zapytał jeden z ochotników — jak to czytaliśmy filozofów, historyków i jak ty, nasz prezes, kazania prawiłeś o postępach cywilizacji i fatalnych skutkach wojen?
— Pamiętam doskonale! — zawołał zagadnięty Filarski. — Ale to dobre na zimno, a na gorąco — to i wojna wcale miła rzecz.
Zaśmiał się i mówił dalej:
— Siedząc w wygodnem mieszkaniu i popijając białą kawę, przez mamusię przygotowaną, tak przyjemnie było gawędzić o złotym wieku pokoju, postępu i szczęścia ludzkości, a w kilka dni potem, pamiętacie? Już zwoziliśmy sami, ciągnąc, jak konie, amunicję na Pragę, spaliśmy na gołej ziemi, niebardzo suto było z żywnością, a jednak humory mieliśmy przednie! Pamiętacie, jak łażąc po Warszawie, dość arogancko zaczepialiśmy każdego młodego cywila — pytając z przekąsem: „Kto szanownego młodziana do armji nie puszcza?“ E, wszystko wtedy się zmieniło, gdy odczytaliśmy odezwę Hallera. Filozofja, historja, cywilizacja — precz, poszły pod stół, a na pierwszy plan wylazły i rozpanoszyły się karabiny, kulomioty i armaty! Bo to nie o piękne słowa i myśli chodziło, tylko o Polskę!
Zgromadzeni żołnierze śmiali się wesoło.
— Nie poznają nas, gdy powrócimy do domu,