Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i Rzymu. My to wiemy, my to czujemy, i to daje nam siły i odwagę, a w chwili zgonu radość, że idziemy na śmierć dla wielkiego dzieła.
Wszyscy rozeszli się pod wrażeniem słów „starego“ a obecny ksiądz Skorupka podszedł, pobłogosławił Millera i powiedział:
— Oby życie twoje było promienne, a gdyby Bóg sądził inaczej, niech zgon twój będzie jasny jak zachód słońca!
Nazajutrz rozgorzała bitwa pod Ossowem. Szczęśliwa bitwa, po której zaczęto gnać bolszewików dalej i dalej od Warszawy, aż wygnano ich z Polski.
W tej bitwie padł młody, pełen zapału ksiądz Skorupka, a Zygmunt Miller, którego on błogosławił minionej nocy, został śmiertelnie ranny.
Odwieziono go do szpitala Ujazdowskiego w Warszawie, gdzie obudził się na chwilę i szepnął:
— Widzę wielkie światło... Cały kraj w promieniach i tęczach... Jakie szczęście!...
Umilkł... bo nastąpiła chwila zgonu, a była jak pogodny zachód słońca...