Strona:F. Antoni Ossendowski - Huculszczyzna.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się gdzieś w złomiskach, zaroślach kosówki i traw wysokich. Przez bory biegną ścieżki, różnemi znakowane barwami na szarych pionach drzew i odłamach skalnych. To — szlaki turystyczne, wytknięte przez zasłużone dla kraju Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Częstokroć doprowadzają one do schronisk, mających dla turystów i narciarzy pierwszorzędne znaczenie. W ciemnym otoku świerków biją w oczy bajeczne kobierce o barwach tak bliskich Hucułom i drogich. Pełnia najwspanialszej palety malarskiej — szmaragd i malachit traw, żółć złocista, ciepły i smętny fiolet, radosny błękit nieba i kwiatów niezliczonych, wreszcie — namiętna lipcowa czerwień różaneczników.


Tragedja górska

Ale i zieleń borów i łąk, jak te „wykładanki“ Szkryblaków, — to nieuchwytna niemal mozaika odcieni: czarne płaszczyzny i pasma zarośli kosodrzewiny, szafirowe skupienia świerków, szmaragdowe bukiety buków, jaśniejsze od nich — brzóz, zupełnie na dole — zielona gmatwanina olch, leszczyn, wierzb — tysiąc plam zielonych, a każda odmienna! I trawy połoninne, umajone kępami kwiatów, mają wspaniałą gamę zieleni — od najciemniejszej do szaro-zielonej, ni to szronem przyprószonej, ni to mgiełką