Strona:F. Antoni Ossendowski - Huculszczyzna.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na połoniny, gdy juhasi zamkną już w koszarach woły, krowy i owce i pod ścianą „stai“ pozostawią stróża nocnego, a ten — zaniepokojony nagle — gwizdnie na psy, aż ujadać i miotać się zaczną po połoninie, szukając wroga. Tylko wilki, jak cienie chybkie, majaczą po przesmykach śród kosodrzewiny, skradając się ku owcom, „blejącym“ w zagrodach, i świecąc „lampami“ poprzez gęstą „negurę“ kiedy deszcz „maczkatyj“ siępi beznadziejnie lub opada mokra kurniawa śnieżna i psom pasterskim „czuch“ odbiera. Strugami potoków, pędzących po złomach, odbywają dalekie, męczeńskie wędrówki pstrągi srebrzyste, czerwienią po bokach nakrapiane, aby do źródlisk najzimniejszych dotrzeć, bo tak im każe natura.


Biały Czeremosz

Nad Jasiną poczęła się Czarnohora — i wznosząc się coraz wyższym wałem, urasta w szczyt Howerli, z której zboczy biją pierwsze strugi Prutu i nie wiedzą nic o swych siostrzycach, co wytryskują z zachodnich zboczy, Cisę Białą zasilając. Na sfalowanej grani grzbietu podnoszą swe stożkowate, kopulaste lub płaskie i zrzadka tylko zaostrzone głowice Howerla, Breskul, Pożyżewska, Dancysz, Turkuł, Rebra, Tomnatyk, Brebenieskul, Munczel i Pop Iwan — ostatnia baszta twierdzy Czarnohorskiej — i inne jeszcze — niższe, skromniejsze. Stromo spadają ku dolinom południowe ich