Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bylczą kulturę orzechów arachidowych, prosa, kukurydzy i ryżu.
Jeszcze przed 25 laty, prawie cała ludność tych obwodów cierpiała od głodu, teraz ten postrach już został zwalczony i za 5—10 lat w Afryce zachodniej nikt już o nim pamiętać nie będzie.
Dokoła wiosek i mniejszych osiedli tubylczych wyrosły bowiem liczne zabawne, stożkowate budowle. Są to śpichrze, przed przybyciem Francuzów nieznane murzynom, tak, jak nie była znana przezorność, ten najlepszy na głód i nędzę środek.
Nauczona w szkołach francuskich młodzież murzyńska, powracając do swoich domów, przynosi ze sobą wzmożone potrzeby życiowe, zamiłowanie do pracy, zrozumienie potęgi wiedzy i staje się najlepszym czynnikiem cywilizacyjnym.
Często daje się słyszeć, utarte dość zdanie, że Francuzi nie są „dobrymi“ kolonizatorami. Istotnie, jeżeli chodzi o bezwzględną eksploatację posiadanych obszarów, to Francuzów znacznie wyprzedzają inne narody. Lecz pod względem wyeksploatowania ducha ludzkiego, postępu w przyłączeniu ludzi barwnych do ideologji i cywilizacji białej rasy — nikt Francuzów dotąd nie prześcignął.
Gdy rząd Francji robił wysiłki ogarnięcia Sudanu i prowadził ciężkie walki z Almami Samori, pewien angielski dyplomata rzucił pogardliwy frazes:
— Pozwólcie kogutowi gallickiemu (Francji) grzebać się w piaskach Sudanu!
Francuzi długo się w piaskach tych grzebali, aż znaleźli w nich szczere złoto. Jest niem — ufność