Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


POLOWANIE NA BAWOŁY.

Porzuciliśmy już błogosławione tereny myśliwskie, ukryte wśród lasów i sawann trójkąta pomiędzy Buaflé, Sinfra i Daloa. Jesteśmy już w Buaké, pięknem, doskonale urządzonem miasteczku północnej części wybrzeża Kości Słoniowej. Tu się kończy linja kolejowa, prowadząca od oceanu, od portu Grand-Bassam w głąb kolonji, skąd wkrótce ma ona biec dalej do Wysokiej Wolty, gdzie Francuzi forsownie rozwijają kulturę bawełny.
Mamy tu na przepakowanie naszych bagaży zaledwie dwa dni, poczem koleją wyruszamy do portu, aby wsiąść na statek „Czad“ i płynąć do Europy.
Tęskno nam już trochę za staruszką Europą, za tą staruszką dobrze już zwarjowaną, kłótliwą i niesforną, która nagle zapomniała o „starych, dobrych“ obyczajach, a nowych ani zrozumieć, ani przejąć nie może i nie chce, bo cuchnie od nich i w nosie starowiny nieznośnie łechce. Więc miota się, złości i wybucha raz po raz.
Coprawda, należy się nam wypoczynek. Bądź co bądź, sześć miesięcy nieprzerwanej włóczęgi, skwaru,