Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nietylko dobrym węchem, lecz także doskonałym, ostrym słuchem. Jeżeli kilku ludzi potrafi zbliżyć się z pod wiatru, nie uda się im jednak oszukać uszu słonia. Usłyszy on niezawodnie szmer trawy i trzask suchych liści i gałęzi pod nogami skradających się ludzi, a wtedy szybko się oddali.
Dogonić go niema sposobu, bo to olbrzymie zwierzę, idąc miarowym krokiem, robi z łatwością 18 — 20 km na godzinę, a maszerować może, gdy jest spłoszony, 4 — 5 godzin bez przerwy.
Poszukiwania przez nas słoni w gęstwinie leśnej, gdzie one zwykle drzemią lub śpią, nie były uwieńczone powodzeniem, gdyż słonie wyemigrowały, jak stwierdzili czarni myśliwi, daleko na wschód. W oczekiwaniu wieści o słoniach, tropionych w lesie przez murzynów, rozpocząłem połów ryb w żółtej, mętnej wodzie rzeki, gdzie co chwila się pluskały. Nie miałem ze sobą wędki, więc wziąłem cienki sznurek z przymocowanym do niego haczykiem ze szpilki, na który nadziałem kawałek mięsa. Trzy razy ryby przełykały przynętę z haczykiem, lecz gdy wyciągałem duże, straszliwie miotające się okazy, haczyk się wyprostowywał i ryby wpadały do wody. Wiem tylko, że były to szerokie jak talerze, grube „capitaine“.
Brussa około Badikaha obfituje w antylopy i pod tym względem mieliśmy tu używanie, jako myśliwi i jako obserwatorzy. W ciągu trzech dni zabiliśmy kilka antylop z rodzaju Cephalophus Maxwelli, Cobus Kob, Tragelaphus scriptus i Cephalophus rufilatus.
Samochód, którym jechała do Buaké moja żona,