Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PRZEZ SUDAN DO WYSOKIEJ WOLTY.

Pewnego pogodnego dnia, i to bardzo pogodnego, bo już o siódmej rano mieliśmy +39° C w cieniu, opuściliśmy gościnne Bamako, gdzie życzliwy nam gubernator Sudanu p. Terrasson de Fougères dał nam sposobność ujrzenia wielkiego wysiłku cywilizacyjnego białej rasy na czarnym kontynencie.
Samochód nasz, wyprzedziwszy ciężarowy automobil z bagażami, mknął drogą, biegnącą wzdłuż rzeki Nigru prawie równolegle do linji kolejowej, ciągnącej się do małego portu handlowego na rzece Nigrze — Kolikoro, gdzie promem przewieziono nas na przeciwległy brzeg rzeki. Ładując na prom nasze samochody, byliśmy uderzeni niezwykłą ilością ryb, nieraz bardzo sporych, a co chwila wyskakujących z wody i uganiających się za mniejszą, słabszą bracią.
Walka w nurtach Nigru wrzała zacięta, jak wszędzie tu w Afryce — na kontynencie, gdzie ta walka o byt daje się obserwować jak może nigdzie, w żadnym innym punkcie kuli ziemskiej.
Istotnie Kolikoro słynie z swoich ryb, a świadczy o tem wielka ilość łódek rybackich, porozwieszanych