Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dając charakter i przebieg tych chorób w klimatycznych warunkach kraju i walczą coraz energiczniej i owocniej. Ludność ma zaufanie do medycyny białych ludzi, już zna „ceiture d’idiot“ (co ma oznaczać teinture d’iode), „ripatation“, czyli „iodure de potassium“, różne surowice, szczepienie ospy i inne rzeczy z praktyki leczniczej.
Wdziera się nauka i technika białej rasy coraz głębiej w brussę afrykańską, a potrafiła zadziwić, lecz nie nastraszyć tubylców. To też murzyni coraz częściej pobłażliwie uśmiechają się na widok rozwiewającej się nad jakimś domem tubylczym białej flagi — oznaki mieszkania znachora, i garną się pod skrzydła lekarzy europejskich, mając szczególne zaufanie do chirurgów, bo oni niosą uzdrowienie natychmiastowe, niemal magiczne.
Nauka europejska wdziera się do dżungli sudańskiej…
A ta dżungla z rozrzuconemi po niej małemi wioskami murzyńskiemi, polami bawełny, prosa, kukurydzy, orzechów arachidowych, dających wspaniałe urodzaje, jest tak dzika i tak dziewicza, że słowo „nauka“, „technika“, wśród tych wyschłych traw, bambusów i drzew najprzeróżniejszych, wydaje się czemś bardzo dziwnem, zupełnie obcem.
Bo i cóż bardziej dziwnego spotkać tu można od weterynarza, przecinającego brussę dla walki z epidemją; od lekarza, wiozącego surowicę rockfellerowską dla obwodu, nawiedzonego przez żółtą febrę; od inspektora oświaty, zwiedzającego szkoły w Sahelu, lub od lotnika, lecącego nad dżunglą z pocztą od Dakaru