Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


spotykałem dużo tych samych gatunków, jakie są dość pospolite w Europie i w środkowym pasie Azji. Naszych prawdziwych bekasów jednak tu nie spotkaliśmy. Bardzo zbliżone do bekasów rodzaje ptactwa są tu bardzo liczne.
Obecnie jestem ze swoją ekspedycją w stolicy francuskiego Sudanu — Bamako. Jest to duże miasto, liczące 30.000 mieszkańców, z panującą nad doliną Nigru górą Kuluba, uwieńczoną wspaniałą rezydencją gubernatora Sudanu. Na dole zgiełk i gwar tubylczego i handlowego miasta, mieszanina ras, szczepów, języków i typów. Obok Sudańczyka-Bambara kroczy drobny, ruchliwy Malinké, a dalej zaleca swoje bydło kudłaty o semickich rysach twarzy Maur z Sahelu, lub rozgląda się bacznie Twareg — koczownik z Sahary, w swoim granatowym burnusie, białym zawoju na głowie i z ustami zasłoniętemi szmatą, broniącą go od wdarcia się do jego wnętrza złych „dżinnów“ — demonów szaleństwa i chorób.
Miasto ma wszystkie cechy dużych ośrodków Sahary. Znikły prawie zupełnie trzcinowe okrągłe chaty, natomiast stoją czerwone, z niepalonej cegły i gliny zbite mury z czarnemi otworami, prowadzącemi do wnętrza dziedzińców, gdzie roją się ciasne lepianki.
Muzułmanie, fetyszyści, mułłowie, czarownicy, fałszywi prorocy i wróżbici — wszystko tu się pomieszało. W imię Allacha prosi o jałmużnę ślepy żebrak; woła wiernych do meczetu muezin; ryczy syrena samochodu Renauld; krzyczą wysoko pod obłokami pięknie ukoronowane żórawie i gorąco, tajemniczo błyska czarnemi