Strona:F. A. Ossendowski - Pod sztandarami Sobieskiego.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


umiłowaną żonę i swój własny los, przez wrogów i wichrzycieli zagrożony.
Ścisnął głowę rękami pan Jerzy i jęknął z bólu i wstydu, że okazał słabość swoją i zapomnienie powinności rycerskiej.
Nie uświadamiając sobie kiedy, znalazł się pod oknami pokoju panny Anieli i aż drgnął, gdy posłyszał jej niski, pełen utajonej pieszczoty głos:
— Jerzy, co ci jest?
Przypadł do okna młody rotmistrz i opowiedział jej wszystko, co zaszło od chwili, gdy się rozstali.
Anielka zbladła straszliwie, lecz nie zapłakała, a nawet nie westchnęła głębiej.
Przyciskając ręce do kołaczącego w piersi serca, powiedziała głosem przejmującym:
— Spełnij rozkaz! Inaczej nie można! A pamiętaj, że miłować cię będę aż do zgonu i nikogo innego mężem swoim nie nazwę! Czekać będę wiernie, bez narzekań i rozpaczy, i wiem, że sądzone nam jest życie szczęśliwe, bo tak długo i gorąco prosić o to będę Królowę Niebios, Matkę Zbawiciela, aż się zmiłuje nad nami i ciebie płaszczem swoim osłoni!
Przez chwil kilka rozmawiali jeszcze ze sobą i zamienili święte obrazki.
Takie to było proste, rycerskie pożegnanie dwojga ludzi rozumiejących, że nie masz nic ponad wolność, honor i szczęście ojczyzny.
Rotmistrz powrócił do domu i wraz z gospodarzem i gościem przegadali do północy, trącając się kielichami i patrząc jak Ślizień zajada jajecznicę z kiełbasą i pieczone pstrągi. Gdy się już udawa-