Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tową papierośnicę, z którą sędziwa dama rzadko się rozstawała.
Usiadłszy w fotelu i skinieniem głowy zapraszając gości, aby poszli za jej przykładem, lady Rozalja nieco suchym, lecz pełnym wyrazu głosem przemówiła:
— Państwo nie zdziwicie się zapewne, że przed tak poważnym pojedynkiem pani Tornwalsen czuje potrzebę skupienia się. To spowodowało, że prosiła mnie o zastępstwo przed szanownemi paniami i panami.
Nic pozwalając nikomu przyjść do słowa, lady ciągnęła dalej:
— A więc chodzi o wywiad, nieprawdaż? Służę państwu wszystkiemi, mogącemi interesować ich szczegółami. Pani Elza Tornwalsen pływa od zarania swego dzieciństwa, gdyż przyszła na świat nad brzegiem cichego fjordu norweskiego, a morze stało się wkrótce jej rodzinnym niemal żywiołem. Moja pupilka i przyjaciółka odbyła kilka dalekich, niebezpiecznych podróży morskich, przeważnie na niedużych statkach, gdzie umiejętność pływania — i to dobrego pływania — oddała jej nieraz niezastąpioną niczem przysługę. Chciałabym czemś wynagrodzić państwu zawód z powodu niestawienia się mrs. Tornwalsen przed tak miłem towarzystwem! Ha! zdradzę państwu tajemnicę mojej przyjaciółki...
Lady Rozalja zaczęła powolnemi ruchami otwierać papierośnicę i zapalać papierosa.
W salonie zapanowała cisza. Wyraźnie słychać było syk płomienia zapałki i nawet szmer oddechu palaczki, zaciągającej się wonnym dymem „Abdulli“. Wszystkie głowy pochyliły się ku starej damie, a oczy niecierpliwie wpatrywały się w jej spokojną, bladą twarz.