Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziejnie, że nieraz sprzedawał ostatnią bluzę, aby pociągnąć duży łyk odurzającego alkoholu i chociaż przez godzinę zapomnieć o zapłakanej twarzy żony, o bladych, drżących wargach głodnych dzieci, na które czatowała śmierć, towarzyszka nieodstępna i wybawicielka miłosierna wszystkich nędzarzy całego świata.
Pitt Hardful stawał się najpopularniejszym człowiekiem wielkiego miasta, drażnił, zaciekawiał, wyprowadzał z równowagi, budził zawiść i nadzieję.
Opowiadano o nim nieskończone, mgliste a jeszcze bardziej otaczające go tajemniczością historje, których liczba rosła z każdym dniem.
Tymczasem z niezbitą pewnością wiedziano o nim tyle tylko, że przybył z północy, chociaż nie był Skandynawczykiem, że włożył do najsolidniejszego banku ogromną sumę w złocie i otworzył rachunek bieżący, że kupił sobie piękną willę za miastem i samochód dobrej marki, że w krótkim czasie rozejrzał się na giełdzie i za tanie pieniądze zgromadził w swoich rękach niemal wszystkie akcje pewnego przedsiębiorstwa, które stanęło w obliczu niechybnej plajty, gdy nagle otrzymało jakieś zamówienie rządowe i odrazu odżyło, wzbogacając zarazem Pitta Hardfula, swego faktycznego właściciela.
Dowiedziano się też wkrótce, że tajemniczy przybysz był marynarzem, bo jego sługa, czy towarzysz, — rudy jak płomień, wyga, Juljan Miguel, tytułuje Pitta Hardfula, kapitanem lub sztormanem.
Dziwiono się, że oprócz banku, zarządu wspomnianego przedsiębiorstwa i kościoła, nieznany przybysz nigdzie nie bywał, siedząc w swojej willi lub odbywając dalekie przejażdżki samochodem.