Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To pytanie zmieszało buńczucznych i hałaśliwych macherów socjalistycznych, więc kapitan pytał dalej:
— Czy ci towarzysze wasi będą się sami rządzili na północy?
— Nie! Instrukcje partyjne będą dane przez nas — z centralnego komitetu partji — odparli socjaliści.
— Wtedy nastawałbym, aby panowie z tego komitetu raczyli stanąć do pracy w szybach — rzekł kapitan — w szybach na północy Syberji...
— Ma pan też pomysły?! — zawołali goście chórem.
— Nie gorsze od delegowania towarzyszy, aby rządzili podług waszej recepty tymi, którzy takich rządów wcale sobie nie życzą! — odciął się Pitt Hardful, a, spostrzegłszy, że goście milczą, ciągnął dalej: — Poza tem, panowie, zachodzi zasadnicza różnica pomiędzy partyjnym socjalizmem a moją teorją. Wy chcecie wychować ujednostajnione, standaryzowane, na jedno kopyto uszyte społeczeństwo, którego miernikiem i prototypem jest najnędzniejszy, najciemniejszy i najmniej uzdolniony członek waszej partji. Ja zaś zamierzam utworzyć grupę społeczną, bardzo żywotną, energiczną i uświadomioną, lecz taką, gdzie skala termometru zaczyna się od najbardziej zdolnego, pomysłowego, mądrego i szlachetnego, aby inni szli coraz wyżej, dążąc do tego chwilowego ideału. Chwilowego, powtarzam, bo na podstawie zakończonego już doświadczenia, przewiduję, że konkurencja duchowych wartości będzie tak intensywna, iż ideał zacznie szybko wznosić się na coraz to nowe wyżyny, a termometr socjalnej etyki i jej przejawów będzie ciągle szedł w górę i w górę!
— Zamierza pan wytworzyć arystokrację ducha! — zaśmiał się leader socjalistów. — Znamy te brednie!