Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


siebie (niewiadomo — dlaczego) za zbiornik woli i intelektu kolektywnego!
— Ależ pan wprowadza zasady socjalistyczne do przedsiębiorstwa! — zawołał inny gość.
— Ja, mój panie, chcę wychować jaknajwięcej indywidualistów, którzy nie ulegaliby ślepo inercji tłumu, lecz każdy z osobna myślałby o sobie i o innych. W ten sposób zamierzam uczynić tłum mądrzejszym od stanowiących go jednostek. W życiu codziennem doświadczenie wskazuje nam, że tysiąc bardzo rozumnych, inteligentnych, kulturalnych ludzi stanowi nadmiernie wrażliwy, lekko dający się powodować z zewnątrz i całkiem głupi tłum. Socjaliści zaś marzą o tem, aby uczynić ten tłum biernem, idjotycznie pokornem i bezmyślnem stadem. Jakiż ze mnie socjalista, czcigodni panowie?! Moje uszanowanie! Szczęśliwej drogi!
Tak się pozbył Pitt Hardful przedstawicieli kapitału. Co prawda — nie odrazu, bo ten i ów nachodził go jeszcze, deptał po piętach, podsyłał pośredników, namawiał, schlebiał, kusił i czyhał.
Socjaliści nie czekali długo i kilku z nich, pod przewodnictwem prezesa partji w parlamencie, niebawem zjawiło się u Pitta Hardfula.
— My damy panu robotników inteligentnych, uświadomionych, partyjnych — oznajmili. — Oni pokażą burżujom, co umie proletarjat, gdy jest postawiony w warunki odpowiednie.
— Czy panowie uważają pięćdziesięciostopniowe mrozy, dwa miesiące lata, długą noc polarną i pracę w wiecznie zamarzniętej ziemi za warunki odpowiednie dla krzewienia socjalizmu? — ze śmiechem zapytał Pitt.