Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wają wszystkie moje, zupełnie legalne dokumenty. Nie chciałem, aby moje incognito zostało wykryte. Stało się to pomimo mojej chęci i zamiaru, lecz skoro się już stało, skoro nie jestem zgubiony na zawsze, a nawet mam zamiar odbudować własne życie, prosiłbym o umieszczenie w dziennikach stwierdzenia faktu spłacenia pani przezemnie mego długu ze wskazaniem daty tego wypadku. Proszę o to, gdyż w przeciwnym razie byłbym zmuszony uczynić to sam, a forma tego, być może, uraziłaby całą rodzinę, czego pragnąłbym uniknąć... Na tem wszystko się skończy pomiędzy nami... Teraz pani widzi, że nie mogę nazywać jej „ciotką Izą“, bo nie jest nią pani dla kapitana Pitta Hardfula!...
Kapitan nisko się skłonił przed sędziwą damą i, spojrzawszy porozumiewawczo na Miguela, wyszedł z sali, mrużąc oczy i gryząc wargi.
Gdy pozostał sam, wyprężył pierś i rozprostował barki, jak gdyby zrzucając z nich niewidzialne, ciężkie brzemię.
Szeptał do siebie, ledwie poruszając ustami:
— Nareszcie! Eryk Stefan naprawdę umarł, zginął na zawsze...
Wszedł rudy Juljan i ze śmiechem zawołał:
— Sztormanie! Ta siwa dama wypytywała mnie, czy jesteście przy zdrowym umyśle?
— A to znowu co nowego! — zdziwił się kapitan.
— Powiedziała mi pani Duvergne, że wyrzec się nazwiska Stefan może tylko pomylony — opowiadał Miguel.
— Hę? — mruknął Pitt Hardful. — Ta dama powiedziała ci to, co myślą wszyscy Stefanowie, co myśli całe miasto... Pozostaw mnie teraz, przyjacielu, same-